Koszyk

Temat tabu w świecie lekkoatletyki – pora z tym skończyć!

23 listopada b.r. w profilu jednej z najlepszych przeszkodówek kat. junior/młodzieżowiec w kraju pojawił się wpis poruszający lekkoatletyczny temat tabu. Mianowicie – ścisła kontrola wagi zawodników. Przestroga i lekki upust frustracji Alicji Konieczek, obecnie trenującej w USA szybko zyskał popularność, a osób przyznających rację zawodniczce jest całkiem sporo.

Odkąd dołączyłam do kadry narodowej ciągle zmagałam się z negatywna opinią nt mojej wagi. Od zawsze ważyłam 55kg (…) Gdy pokazała 57kg w okresie zimowym po roztrenowaniu ludzie tam patrzyli na mnie w dziwny sposób. Do dziś mam problem z akceptacją swojej wagi.

Od jakiegoś czasu lekkoatleci, w szczególności biegacze/skoczkowie podczas zgrupowań poddawani są ścisłej kontroli wagi. Nieco śmieszne jest określanie jej na podstawie wzrostu, nie biorąc pod uwagę choćby budowy zawodnika.

Ważenie odbywało się nawet 3 razy w tygodniu. Już sama intensywność tak częstej kontroli jest niedorzeczna, gdyż masę najbezpieczniej jest kontrolować najczęściej (!) co tydzień. Powodem jest zróżnicowana ilość dostarczanego pożywienia, wypitych płynów, zatrzymywaniem wody w organizmie czy brak wypróżnienia. Drugim błędem jest kontrola opierająca się tylko na „badaniu” wagi. Każda osoba choćby odrobinę znająca się na podstawach żywienia wie, że waga nijak odnosi się do zawartości tkanki tłuszczowej (oczywiście nie mówię tu o skrajnych przypadkach, znacząco przekraczających normy). Mam wrażenie, że osoba odpowiadająca za takie rozporządzenia powinna wiedzieć, że tłuszcz jest lżejszy od tkanki mięśniowej. Jeśli PZLA podczas zgrupowań nie ma dostępu do odpowiednich narzędzi sprawdzających tkankę tłuszczową, powinien zainwestować w tasiemkę mierniczą. Na podstawie wymiarów zbadanych w pierwszy dzień, można stwierdzić np. po tygodniu  czy dana osoba rzeczywiście nabrała tkanki tłuszczowej, czy wręcz odwrotnie.

Na obozie kadry przed MŚ w przełajach powiedziano mi, że jeśli przytyję podczas zgrupowania, to będę płacić połowę ceny kosztów za pobyt. (Czy to był żart? Może nieodpowiedni dla mnie, gdyż któryś raz z rzędu kadra naciska na mnie wagowa presję). Jako przerażona zawodniczka chodziłam na saunę co wieczór aby pozbyć się kilku dekagramów każdego dnia, do tego jadłam o wiele, wiele za mało. Waga pokazała 53, ale co z tego, jak kilka miesięcy później leżałam w szpitalu z HGB = 7.3. Anemia towarzyszyła mi na dniu codziennym. Tony tabletek żelaza nie pomogły” – mówi Alicja Konieczek.

Co młoda osoba, która nigdy wcześniej nie interesowała się odżywianiem może wiedzieć o odpowiedniej diecie? Cukier jest niezdrowy, mąka też, ale jak zrzucić 3 kg w tydzień? Samo niejedzenie tych produktów nie da takiego rezultatu, w efekcie dany zawodnik zaczyna się głodzić.

Doskonale rozumiem Alicję, bo ja również miałam problemy z wagą. Nastąpił okres, w którym postanowiłam schudnąć, ale wiedziałam, że ograniczenie słodyczy i słodzonych napojów nie wystarczy, bo zawsze byłam bardziej plus size 😀 Zainteresowałam się dietą 1000 kcal, na początku wychodziło 1400, czasem 1200kcal. 1 stycznia 2011 roku moja waga pokazywała 57 kg, a miesiąc później 52kg. Przy treningu minimum 5 razy w tygodniu dodatkowo traciłam między 400 a 700 kcal (zależnie od intensywności). Niezbędna ilość kalorii, którą powinnam dostarczać (przy moich wymiarach) to 1300kcal, wniosek jest taki, że mój organizm otrzymywał średnio 400/800 kcal dziennie. Ważenie posiłków i strach przed zjedzeniem czegoś, wykraczającego poza „zaplanowane” składniki towarzyszył mi codziennie. Priorytetami były restrykcyjna dieta i trening. Niechęć do wychodzenia gdziekolwiek, gdzie ktoś może proponować jedzenie i uczucie głodu na treningu było stałe. Mój trener, klubowy widział, że dosyć szybko zaczęłam tracić masę, rozmawiał ze mną i pytał się czy czuję się dobrze, ale na treningach miałam siłę. Jego także zapewniałam, że jem normalnie, więc nie miał powodów, by mi nie wierzyć.

phot_news2

Nie chcę opisywać różnych dziwnych fobii, sposobów, bo niektóre informacje powinny zostać dla nas i najbliższych. Myślę, że Ala, ja i bardzo dużo moich koleżanek doskonale wiedzą o czym piszę. Znam takie, które piły środki przeczyszczające (po 10 torebek senesu), takie które wymiotowały po większych posiłkach. To nie są anorektyczki/bulimiczki, bo te zachowania zostały w pewien sposób wymuszone, później mogły się nimi stać.

Wróćmy na chwilę do mojej „short story”. Gdy po najlepszym sezonie w życiu nadszedł moment roztrenowania chciałam odreagować i nie, nie rzuciłam się na 5 czekolad w nocnej porze. Po prostu zaczęłam dostarczać więcej kalorii, chciałam przestać je liczyć, choć automatycznie to zawsze zostaje i spożywałam około 1500 kcal. Nagle organizm zaczął otrzymywać 500 kalorii więcej, przy zmniejszonym wysiłku, organizm który był przyzwyczajony do zaspokojenia wszystkich potrzeb do 1000/1200 kalorii, zaczął odkładać „nadwyżkę” w postaci tłuszczu…

Do tej pory nie mogę wrócić do tego co było wtedy. Podczas zgrupowań kadrowych również próbowałam, ale podświadomie już chyba nie potrafiłam znieść tego reżimu. Nie chcę rozpisywać mojej historii, tylko wytłumaczyć jak to funkcjonuje.

Trenerzy na zgrupowaniach wymagali, żeby podczas np. dwóch tygodni „zrzucić” 4kg minimum… Nie wrzucam wszystkich do jednego worka, nie wymieniam nazwisk, bo nie o to chodzi. Nie chcę gnoić trenerów, bo jeden z nich, który był zszokowany widokiem cyferek na wadze, po ochłonięciu – wytłumaczył dlaczego zrzucenie balastu jest ważne, co trzeba spożywać, czego nie i nie wyznaczył wybujałej wagi. Zapytał ile ważyłam w najwyższej formie i kazał do tego dążyć. Nie jak odgórnie im polecono, na podstawie odejmowania wagi od wzrostu… Tak samo jak Ala, chcę ostrzec młode i dużo bardziej utalentowane ode mnie lekkoatletki przed wpadaniem w paranoję.

Może część z was zauważyła, że jestem teraz nieco “większa”. Owszem, ale odżywiam się bardzo zdrowo I dostarczam składników odżywczych poprzez naturalne jedzenie, a nie poprzez isostary, Vitargo, carbo, tony odzywek “KOKSY”, które nie są w stanie zastąpić naturalnych produktów spożywczych. Także z tego korzystałam, biegałam szybko, ale teraz biegam szybciej, a setki przygotowanych tabletek żelaza znajdują sie głęboko w szafce. Jestem zdrowa, HGB za każdym razem idealnie: w normie, mimo większej wagi- kilka kg- żadnych problemów i kontuzji.

Wpis Alicji Konieczek na Facebooku zainspirował mnie by napisać również o moim doświadczeniu. Wielokrotnie chciałam to zrobić, ale obawiałam się, że nie byłam na tyle dobrą zawodniczką, że rzeczywiście w następstwie ważyłam za dużo (i zdaję sobie z tego sprawę), żeby zabierać jakikolwiek głos w tym temacie. Nie chcę kłamać, że teraz czuję się dobrze – ważąc więcej niż wtedy gdy miałam obsesję, bo tak nie jest. Jednak lekkoatleci, na których wymuszane jest osiąganie wagi, którą mieli w podstawówce to niedorzeczność. Gdybym miała dostosować się do wymogów jednej z osób najbardziej kalkulujących, musiałabym prawdopodobnie jeść 500 kalorii dziennie, bo jedząc 1000kcal, ważyłam o 2kg więcej, niż zakładano. Oczywiście wszystkie liczby zaokrąglam, bo zdarzały się dni, w których przyjmowałam kalorii więcej lub mniej.

Tutaj, w USA jest mnóstwo problemów związanych ze złym odżywianiem I tematów z tym powiązanych pośród młodych dziewczyn. (…) Jednak tutaj, uprawianie sportu nie jest tego powodem. Wręcz przeciwnie. Trenerzy nie pozwalają tym dziewczynom biegać dopóki nie będą wyglądać zdrowo, zajmują się umawianiem ich do psychologów, itp. Lekkoatletki nie są wychudzone, a wciąż poziom rywalizacji w college’u jest naprawdę wysoki.

To nie jest przestroga przed kadrą, bo wielu trenerów nie akceptuje odgórnych wymogów, pomagają zawodnikom, uświadamiają ich. Chcemy dotrzeć do lekkoatletów i rodziców. Na niektóre sprawy trzeba przymykać oko i lepiej być wyrzuconym z kadry, lepiej uzbroić się w cierpliwość i zdrowo tracić masę, niż doznać problemów nie tylko natury fizycznej, ale także psychicznej.

Chciałabym, żeby mój punkt widzenia otworzył niektórym oczy, więc podziel się ta informacja z innymi, bo nigdy nie wiesz czy twoja koleżanka boryka się z tym samym problemem. I traktowanie w ten sposób zawodników ma ogromnie negatywny wpływ na akceptacje samej siebie. Jeżeli kogoś urażam w ten sposób serdecznie przepraszam, ale chcę tylko uświadomić młodym lekkoatletkom, że ZDROWIE jest najważniejsze.

Trochę jestem dumna, że w końcu to napisałam i dziękuję bardzo Alicji Konieczek, która odważnie zabrała głos  i nieświadomie dała mi kopa, żeby to zrobić!

*tekst kursywą – fragmenty z wpisu z prywatnego profilu Alicji Konieczek